05.08.2014

Cztery piętnaste: Bolesna prawda


Słowa Tylera cały czas huczały jej w głowie i była wściekła na samą siebie za to, że tak bardzo się nimi przejęła. Wcześniej kompletnie nie zważała na opinie innych ludzi, przeważnie uważała się za lepszą od nich i doskonale znała swoją wartość, której nikt nie był w stanie przebić. Lynn w prowokacyjny sposób ukazał jej osobowość, jednak postawił ją w bardzo złym świetle, co nie specjalnie podobało się dziewczynie. Co więcej, miała wrażenie, że zaczęła troszczyć się o swój wizerunek w oczach chłopaka. Jego opinia była dla niej naprawdę ważna.
Uspokój się, Joy – skarciła się w myślach i dopiero teraz zamknęła drzwi. Nie zwróciła wcześniej uwagi, że cały czas wpatrywała się w odchodzącego chłopaka, który ani razu nie odwrócił się za siebie pomimo, że blondynka właśnie tego oczekiwała. Miała nadzieję, że zaraz wróci z przeprosinami, ale mogła czekać na próżno. Tyler był arogancki i dumny, a przede wszystkim dużo bardziej uparty. Nie należało spodziewać się po nim takich gestów.
Z drugiej zaś strony, Joyce przez dosłownie kilkanaście sekund zastanawiała się, czy aby na pewno jej zachowanie było na miejscu. Lynn po prostu pokazał się z tej milszej strony, chciał jedynie sprawić, by dziewczyna poczuła się tutaj lepiej, a tymczasem ona potraktowała go w taki sposób. Zupełnie tak jakby to on był odpowiedzialny za wszystkie pomysły, które miały wpłynąć na turystykę Tybee Island. Czego się spodziewała? Powinna jak najszybciej przywyknąć do tego, że Wielką Brytanię zostawiła daleko za sobą i nie miała prawa porównywać tego miejsca do rodzinnego miasta. Były to zupełnie dwa odmienne światy, ale każdy z nich dało się pokochać, wystarczyły tylko szczere chęci, których na razie brakowało blondynce.
Dziewczyna czym prędzej odrzuciła na bok wszystkie myśli dotyczące Tylera, postanawiając, że więcej nie będzie się nimi przejmowała. Miała w nosie to, jak postrzegali ją inni, a w szczególności ktoś taki jak Lynn. W drodze na Tybee Island w ogóle nie spodziewała się, że spotka tutaj swoją bratnią duszę, ale nie podejrzewała też, że będzie miała do czynienia ze zwykłym barmanem, przez którego traciła resztki nadziei na to, że tegoroczne wakacje mogłyby się udać. Chcąc nie chcąc, musiała znosić obecność chłopaka, z którym pracował jej ojciec. Odnosiła wrażenie, że wcześniejsza kłótnia była tylko początkiem wielkich sporów między nimi. Joyce Carter doskonale zdawała sobie sprawę ze swojego niespecjalnie zachęcającego charakteru, ale w tym konkretnym przypadku śmiała twierdzić, że Tyler zwiastował karę za jej zachowanie w stosunku do innych ludzi. Nie wierzyła w przypadki i zwyczajne zbiegi okoliczności.

* * *

Dzisiejszego dnia Tyler wziął popołudniową zmianę w barze, bowiem musiał załatwić coś osobistego. Ważność owej rzeczy z każdym dniem stawała się większa, bowiem teraz był zmuszony odwiedzać tajemnicze miejsce raz w tygodniu. Nie lubił tego robić, gdyż przez to nie mógł zapomnieć o tym, czego dowiedział się około pół roku temu. Od tamtej pory starał się ze wszystkich sił, by wyprzeć tę myśl ze swojego umysłu i korzystać z życia jak normalny, przeciętny człowiek.
Z początku jego „idealny” plan przynosił efekty, praca na plaży pochłaniała niemalże każdy wolny czas, po którym przychodził czas na odpoczynek i sen, a następnego dnia czynności się powtarzały, a Tyler zdołał wytrzymać to tempo z uśmiechem na ustach przez niespełna miesiąc. James Carter zatrudnił do pomocy więcej osób, interes się rozwijał, a Tyler zaczął pracować na zmiany, dzięki czemu zyskał więcej czasu dla siebie. Wtedy zaczęły się poważniejsze problemy, masa wątpliwości, a niekiedy nawet strach przed przyszłością, która została mu z góry przypisana. Jak każdy potrzebował czasem wsparcia od bliskich osób, jednak nie mógł tego oczekiwać, bowiem nie wyjawił nikomu swojego sekretu. Wiedział, że jego babcia od razu poczułaby się gorzej, była starszą osobą, której nie powinno narażać się na dodatkowy stres, dlatego Lynn wolał tego uniknąć. Wielokrotnie zastanawiał się również nad wyjawieniem prawdy panu Carterowi, w końcu jako jego pracodawca miał pełne prawo, by o wszystkim się dowiedzieć. Niestety, Tyler do tej pory się na to nie odważył, choć tak naprawdę nie do końca wiedział z jakiego powodu. Był pewien, że James będzie w stanie zrozumieć jego sytuację i doda kilka ważnych dla niego słów otuchy, ale nie był na to jeszcze gotowy. Nie był gotowy na współczucie.
Wszedł do niewielkiego, parterowego i nieco podłużnego budynku. Dla mieszkańców Tybee Island były dostępne trzy gabinety lekarskie zajmowane przez tutejszych specjalistów. Tak naprawdę dopiero całkiem niedawno otworzony został na wyspie szpitalny oddział. Dla większości osób transport do najbliższego szpitala w Savannah był niemożliwy. Ludzie radzili sobie jak mogli, a na taką podróż decydowali się wówczas gdy wymagali specjalistycznej aparatury. Jak wielkie było szczęście, kiedy zapadła decyzja, ułatwiająca wszystkim życie. Tyler nie przywiązywał do tego większej wagi, bowiem i tak co jakiś czas musiał stawiać się w szpitalu na dodatkowe badania. Przyjmował mnóstwo leków, które na dobrą sprawę nie zdziałały cudu. Lynn nie dostrzegał jak dotąd żadnej poprawy, a wręcz przeciwnie – w ciągu ostatnich kilku dni czuł się źle.
Skierował się długim korytarzem do samego końca, gdzie znajdował się gabinet jego lekarza pierwszego kontaktu. Tydzień temu w Savannah zrobiono mu badania, których wyniki miał poznać za krótką chwilę. Czy się stresował? Nie podchodził do tego w ten sposób, bowiem uważał, że istniały wyłącznie dwa wyjścia – albo będzie dobrze, albo jeszcze gorzej. Nic mniej, nic więcej, nic pomiędzy. Rozejrzał się dokładnie, nie zauważając ani jednej osoby, z czego bardzo się ucieszył. Nie musiał bowiem czekać Bóg wie ile czasu w kolejce. Chciał jak najszybciej mieć to już za sobą. Był gotów na wyrok.

* * *

Dziewiętnastoletnia dziewczyna otworzyła szczypiące oczy i po raz kolejny obudziła się z potężnym bólem głowy. Tym razem wynikało to z przepłakanej nocy. Tak naprawdę nie wiedziała, w którym momencie dokładnie udało jej się zasnąć, podejrzewała, że siły na dalsze płakanie całkowicie odeszły, a ona musiała w końcu ulec zmęczeniu. Łatwo można było się domyślić, że powodem jej łez znów okazał się Ryan. Blondynka wiedziała, że zachował się jak skończony idiota, chwaląc się na prawo i lewo, kogo tym razem udało mu się zaliczyć. Carter nie potrafiła wytłumaczyć nawet samej sobie, dlaczego darzyła Browna tak głębokim uczuciem, skoro dla niego prawdopodobnie zawsze była wielokrotnym pocieszeniem, o którym zapominał niekiedy na parę dobrych tygodni. Pomimo takiego traktowania, kochała go na swój własny zwariowany sposób, gdyż nie doświadczyła innego rodzaju miłości. Została przyzwyczajona do takiego stanu rzeczy, ale w głębi serca wiedziała, że można kochać bardziej, lepiej.
– Joyce! – dziewczyna usłyszała donośny głos ojca, uświadamiając sobie, że przewinął się on także kilkakrotnie podczas snu. – Joyce!
Blondynka podniosła się z miejsca, ciężko wzdychając. Otworzyła drzwi, zza których od razu wyłoniła się sylwetka jej ojca. W jednej ręce trzymał patelnię, na której akurat przewracał na drugą stronę naleśnika, natomiast w drugiej zauważyła telefon, więc na pewno próbował się do kogoś dodzwonić. Jak zwykle czekało na niego sporo obowiązków, a mimo to mężczyzna wciąż miał ochotę na znalezienie czasu na to, by przygotować swojej jedynej córce śniadanie tuż przed pójściem do pracy. Joyce uśmiechnęła się do siebie na samą myśl o tym, kierując wzrok bardziej w prawą stronę. Dopiero teraz spostrzegła siedzącą przy stole przyjaciółkę. Jej bujne, rude włosy jak zawsze idealnie układały się na ramionach nastolatki. Była atrakcyjna, a Carter poniekąd zazdrościła jej urody, choć lubiła w sobie absolutnie wszystko. Blondynka mrugnęła kilkakrotnie, przypominając sobie, co tak naprawdę przed chwilą się wydarzyło.
– Nie mówiłaś, że będziemy mieli gości – James odezwał się z nutką pretensji w głosie, ale wciąż pozostał w nim żartobliwy ślad.
– Przepraszam – powiedziała od razu Joy, nie spuszczając wzroku z przyjaciółki, która pomimo olśniewającego wyglądu wydawała się znacznie przygaszona. – Rosalie zadzwoniła wczoraj, potem przyszedł Tyler i mnie zdenerwował, więc kompletnie zapomniałam cię uprzedzić.
– W porządku, nic się nie stało – James nałożył na talerz ostatniego naleśnika, wstawiając patelnię do zlewu. – Nie wiedziałem, że poznałaś już Tylera. O co się pokłóciliście?
Zarówno James jak i Rosalie zwrócili się w jej stronę, z niecierpliwością wyczekując odpowiedzi. Na pewno oboje spodziewali się czegoś spektakularnego, z czego można by się pośmiać. Joyce dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, co padło z jej ust i nie miała pojęcia, jak to wszystko odkręcić. Nie mogła przecież wyznać ojcu, że upiła się na plaży z tak błahego powodu, jakim zdecydowanie była kolejna zagrywka Ryana. Niespecjalnie chciała zagłębiać się w szczegóły dotyczące burzliwego początku tej znajomości. Miała nadzieję, że któregoś dnia obudzi się szczęśliwa, a Lynn nie będzie ciągle zaprzątał jej głowy, jakby w ogóle nie istniał.
– To nic takiego – skłamała, siląc się na szczery uśmiech.
James skinął jedynie głową na znak zrozumienia, a Rose wróciła do bezustannego gapienia się w strukturę stołu. Joy odetchnęła z ulgą, podchodząc bliżej, by zaparzyć sobie mocną kawę. Miała wrażenie, że nadszedł jeden z tych dni, które zapamięta na bardzo długo. Niestety szybko odrzuciła od siebie tę myśl, bowiem nie zamierzała robić dzisiaj nic, co nadawałoby się na wpis w wieczną księgę pamięci.
– Zostawiam was – rzucił krótko mężczyzna, zabierając z pokoju swoje rzeczy, po czym wyszedł w kierunku baru na plaży.
Obie w ciszy zabrały się za konsumowanie naleśników. Dało się wyczuć napiętą i niezręczną atmosferę, co nigdy wcześniej się nie zdarzyło. Joyce tak naprawdę błądziła myślami gdzie indziej i przynajmniej na razie nie zwracała uwagi na dziwne zachowanie przyjaciółki. Rosalie natomiast biła się z ogromnymi wyrzutami sumienia, które całkowicie ją paraliżowały. Przyleciała na Tybee Island specjalnie, by się do czegoś przyznać, a tymczasem nie potrafiła znaleźć w sobie odwagi na wypowiedzenie kilku słów, które już na zawsze zostawią ślad w sercu tak bliskiej jej osoby.
– Wystarczy – powiedziała niespodziewanie Carter, uderzając z wyczuciem o blat. – Nie odezwałaś się do mnie nawet słowem, a ja nie rozumiem, co się stało. Dłużej nie wytrzymam.
– Przepraszam, po prostu nie mam pojęcia, jakimi słowami to wszystko wyrazić – wyznała szczerze rudowłosa i po raz pierwszy spojrzała na swoją towarzyszkę.
– Rose, przerażasz mnie – szepnęła blondynka, odruchowo chwytając przyjaciółkę za dłonie. Właśnie tego jej brakowało, tęskniła za kimś, kto doskonale ją rozumiał. – Cokolwiek się stało, poradzimy sobie z tym razem.
– Spałam z Ryanem – wypaliła nagle Rosalie, spuszczając natychmiast wzrok. Cieszyła się, że przynajmniej miała już to za sobą. Teraz mogło być tylko gorzej.
Joyce z miejsca parsknęła śmiechem, nie mogąc się opanować przez pewien czas. Dopiero wtedy, gdy nie doczekała się podobnej reakcji od Holt, zdała sobie sprawę, że nie był to żart. Rosalie przybrała kamienny wyraz twarzy, choć chwilę później w jej oczach pojawiły się pierwsze łzy. Cierpliwie czekała na wybuch agresji, nienawiści i wielkiego rozczarowania. Wiedziała doskonale, że zasługiwała na pogardę ze strony przyjaciółki, ale głęboko w sercu ufała, że Carter będzie w stanie kiedyś jej to wybaczyć.
Blondynka z przerażeniem puściła dłonie Rose, kręcąc ciągle głową z niedowierzaniem. Nie potrafiła przyjąć do wiadomości, że najlepsza przyjaciółka poszła do łóżka z chłopakiem, u którego starała się o względy już od dłuższego czasu. Może nie miało to teraz dużego znaczenia, gdyż Joyce zrozumiała swój wielki błąd, ale po poznaniu prawdy zaczęła zupełnie inaczej patrzeć na tę sprawę. Nienawidziła ich z całego serca za to, że byli najważniejszymi osobami w jej życiu, a również za to, że oboje dopuścili się zdrady.
– To po prostu się stało – Holt odważyła się odezwać po dłuższej chwili, jednak Joyce nie zamierzała słuchać jej marnych wymówek. Żadne słowa i żadne czyny nie mogły zmienić tego, co się stało.
– Jesteś bezczelna – stwierdziła, ocierając kilka łez, które niechcący wymknęły jej się spod kontroli. – Nie powinnam się niczemu dziwić. Robisz to z każdym i masz w nosie to, że rozwalasz komuś życie.
Rosalie nie była mistrzynią w trzymaniu swoich nerwów na wodzy, dlatego chwilę później bez zastanowienia spoliczkowała blondynkę, a w jej oczach rozbłysnęły iskierki złości, chociaż ona powinna dać sobie z tym spokój. Zgrywała ofiarę, bo to wychodziło jej najlepiej, ale Carter wiedziała o niej wszystko i nie dała się wpędzić w poczucie winy za to, co powiedziała.
– Nie chcę cię znać, rozumiesz? – blondynka starała się pohamować histerię, bowiem nie chciała, by Rosalie widziała jej słabość. Nie teraz. – Wynoś się z tego domu i z mojego życia!
Rudowłosa bez żadnego sprzeciwu wstała od stołu, kierując się w stronę wyjścia. Rzuciła jeszcze ciche „przepraszam”, ale Joyce niemal wypchnęła ją za drzwi. Zamknęła je dokładnie i od razu pobiegła do swojego pokoju, wypuszczając na zewnątrz wszelkie emocje. Jeszcze nigdy nie czuła się tak paskudnie. Ani Rosalie, ani tym bardziej Ryan nie byli warci tych gorzko wylanych łez. Tylko jak miała zapełnić pustkę po marzeniach o prawdziwym związku, po niespełnionej miłości i nieszczerej przyjaźni? Nikt nie mógł ich zastąpić, a najgorsze było to, że Joyce wmawiała sobie, że nie pozostał jej już nikt inny. W gruncie rzeczy straciła bliskie osoby i od tamtej pory strata stała się jej największym nieszczęściem.

~*~

Od autorki:  Cześć kochane! Długo zajął mi powrót do blogsfery, a jeszcze dłużej ogarniała się moja wena, także dlatego nie było mnie trochę czasu. Powoli wracam, nadrabiam, muszę sobie zrobić zapas rozdziałów, bo jednak jest to wspaniała rzecz. Ten rozdział pisało mi się przyjemnie, od razu wiemy, o co chodziło Rosalie. O ile dobrze pamiętam, tylko Snooki podejrzewała, że może chodzić o Ryana. Więcej niespodzianek się szykuje. Kolejny rozdział postaram się dodać za około dwa tygodnie. Pozdrawiam! x

  

21 komentarzy:

  1. dlaczego karzesz mnie w tak okrutny sposób? Kolejne dwa tygodnie czekania to nic dobrego :(
    rozdział, jak zwykle cudowny! Ale oczywiście znowu mam mętlik w głowie! Niby Rosalie była taka skruszona, ale miałam wrażenie, że jednak nie żałowała. Jedynie bała się reakcji Joy,ale chyba potem nawet to zlekceważyła.
    Zastanawiam się, co teraz będzie z Joy, czy wreszcie powie Lynnowi dlaczego jest taka oschła? No i najważniejsze, co jest chłopakowi! Kurczę, odniosłam wrażenie, że to może rak :(
    no nic! czekam!
    pozdrawiam i życzę mnóstwa weny kochana!
    @camilllaxxx

    OdpowiedzUsuń
  2. Miło widzieć notkę na twoim blogu, a jeszcze milej wiedzieć, że następna już niedługo.
    Tylera darzę dziwną sympatią i chyba już tak pozostanie. Co do Rosalie to wcale się nie dziwię, że obawiała się reakcji koleżanki i nie wiedziała jak o tym powiedzieć, ale coś mi tu nie pasuje - tylko po to leciałabym tyle kilometrów? Tak, żeby jej powiedzieć, a potem wrócić do domu? Nie. No, przecież to nielogiczne.
    Co do Joyce, nadal za nią nie przepadam, ale nie dziwię się, że może czuć się wściekła i zraniona. Musi sobie dziewczyna wypracować charakter, a przy okazji przestać gwiazdorzyć, a to może jej w tym pomoże(?).

    OdpowiedzUsuń
  3. Widać, że Joyce trochę ruszyły słowa Tylera. I dobrze, niech wie, że nie zachowywała się zbyt dobrze. Chłopak miał dobre intencje, a ona bez żadnego uzasadnienia potraktowała go naprawdę źle. Nie powinna być taka niemiła dla ludzi. Zachowuje się tak, jakby robiła komuś łaskę, że się do danej osoby odezwie. Paniusia.
    Dobrze, że Tyler twardo poszedł do domu i nie odwrócił się nawet na chwilę. Nie zasłużyła na to, aby ją przepraszał.

    Wcale nie dziwię się Rosalie, że obawiała się reakcji przyjaciółki i nie mogła z siebie wydusić całej prawdy. Zachowała się jak… jak świnia po prostu (żeby nie użyć gorszego określenia). Wytłumaczenie, że to po prostu się stało, czy cos w tym stylu, nie jest żadnym wytłumaczeniem, ponieważ każdy – nawet w takiej sytuacji, ma w sobie, choć trochę samokontroli i potrafi odmówić. Ona nie myślała o uczuciach Joyce, choć jak podejrzewam, musiała zdawać sobie z tego sprawę jak bardzo zaboli ją fakt, że jej najlepsza przyjaciółka spała z jej miłością. To okropne. I wydaje mi się, że nawet „przepraszam” w takiej chwili nie pomoże.
    Joyce dobrze zrobiła, że pozbyła się jej z domu. Takiej osoby nie można nazwać przyjaciółką.

    Nie wiem, co się dzieje z Tylerem. Mam jednak nadzieję, że z jego stanem zdrowia wszystko będzie w porządku.

    http://nothing-happens-by-chance-flyaway.blogspot.com/
    miłego dnia. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No, no, no, w Joyce trochę coś drgnęło. Współczuje jej z całego serca, nie dość, że ten nadęty Ryan tak ją traktuje to jeszcze najlepsza przyjaciółka wywinęła jej taki numer. Niby miło z jej strony, że specjalnie przyjechała powiedzieć jej to osobiście, prosto w twarz, jednak i tak nie powinna dopuścić do tego, żeby wylądować w łóżku z chłopakiem o którego zabiegała Carter, co to za przyjaciółka?! No i jeszcze dała jej w twarz, sama powinna dać sobie po pysku.
    No i Ty, mam nadzieję, że będzie z nim wszystko dobrze, albo wyzdrowieje później. Tylko mi go później nie uśmiercaj, proszę!!
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału!

    http://azyl-szkarlat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Boże kochany, jak Ty zaskakujesz w tym opowiadaniu ;o To dopiero czwarty rozdział (a może aż, skoro planujesz ich zaledwie piętnaście) i już tyle razy udało Ci się wywołać u mnie szok, że to chyba rekord XD Podoba mi się to, ponieważ naprawdę fajnie operujesz emocjami czytelnika, podsuwasz wskazówki, które niekoniecznie prowadzą do właściwego rozwiązania, tylko dodatkowo mieszają w głowie, ale pozwalają się zatrzymać i dłużej zastanowić nad przeczytanym rozdziałem, zamiast tak od razu o nim zapomnieć. Uwielbiam coś takiego.
    Wygórowane poczucie własnej wartości u Joyce doprowadza mnie do szewskiej pasji, aczkolwiek przyznaję, iż coraz bardziej zaczynam lubić tę dziewczynę. Owszem, nie ma zbyt łatwego charakteru, ale im lepiej ją poznajemy, tym więcej pozytywnych cech jej osobowości wychodzi na wierzch. Eksponat a: jej odczucia względem Tylera. Jasne, nieźle ją rozzłościł, jednak sama zdała sobie sprawę, że jej reakcja była znacznie przesadzona. Poza tym, mimo iż zamieniła z tym chłopakiem zaledwie kilka słów, nagle odkryła, że zależy jej na jego opinii. To o czymś świadczy, może Joy wreszcie przemyśli własne postępowanie i zrozumie, że bycie zadufanym w sobie nie prowadzi do niczego dobrego. Nie mówię, że ciągle należy oglądać się na innych i zastanawiać się, jakie mają zdanie, jednak trzeba liczyć się z otoczeniem. Mam nadzieję, że następnym razem Joyce będzie bardziej wyrozumiała dla Tylera. Oboje są uparci, więc nieprędko dojdą do porozumienia, ale na pewno będą mieli mnóstwo okazji, żeby jakoś naprawić tę sytuację.
    Pierwszy szok tego rozdziału: fakt, że Tyler musiał odwiedzić szpital. I jeszcze te regularne badania, wyniki, leki, brak poprawy... Co tu, do cholery, jest grane?! ;o Od razu przyszedł mi do głowy nowotwór (to przez wczorajszy odcinek Skins), ale również choroba psychiczna. Może jakieś zaburzenia osobowości? Problemy z opanowaniem emocji, zwłaszcza tych negatywnych? Sama nie wiem, jak na razie tylko to przychodzi mi do głowy. Tak jak było widać w poprzednim rozdziale, nie tylko przeszłość Tyler miał niezbyt ciekawą, teraz także przyszłość nie przedstawia się w różowych barwach. Martwi mnie, że chłopak nikomu się nie zwierza, dusi się sam z tym wszystkim, zamiast oddać chociaż odrobinę kłopotów na barki drugiej osoby. Jestem pewna, że James Carter wysłuchałby go z przyjemnością, a jak nie on, to ktoś inny, Ty po prostu musi to z siebie wyrzucić. Wiem, że to niczego nie załatwi, ale może chociaż odrobinę poprawi samopoczucie Lynnowi.
    To smutne, że Joyce nadal opłakiwała Ryana. Dla osoby postronnej, zupełnie pozbawionej empatii, jej postawa wzbudziłaby przede wszystkim irytację, coś w stylu: za kim ona płacze? Za dupkiem bez serca, który ma gdzieś jej uczucia i dobiera się do każdej napotkanej laski? Niestety wiadomo, że dziewczyny mają tendencję do zakochiwania się w takich zimnych draniach. Nie mam pojęcia, dlaczego tak jest, ale to prawda. Dlatego mogę tylko współczuć Joy, że trafiła na kogoś takiego w swoim życiu. Oczywiście jak tylko pan Carter zawołał córkę, to domyśliłam się, że jej rudowłosa przyjaciółka przyleciała już na Tybee Island. Początkowo sama nie zwracałam większej uwagi na dziwne zachowanie Rosalie, jak sama wiesz, bo pisałam Ci o tym pod poprzednim rozdziałem, miałam swoje podejrzenia, więc po prostu spokojnie czekałam, aż dziewczyna powie, jaki jest powód jej nagłej wizyty. Gdy tylko zostało wspomniane o wyrzutach sumienia Rose, od razu domyśliłam się, dlaczego postanowiła odwiedzić przyjaciółkę. I wiesz co? JA W TO KUŹWA NIE UMIEM UWIERZYĆ. Serio, Rosalie? SERIO?! Nie dość, że poszłaś do łóżka z takim kobieciarzem, to jeszcze w ogóle nie pomyślałaś o tym, iż ten kretyn jest kimś ważnym dla twojej najlepszej przyjaciółki. Wcale się nie dziwię, że Joy zareagowała w taki sposób. Sądzę, że podobne zachowanie to jedno z nielicznych, których sama nie potrafiłabym wybaczyć bliskiej osobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "To się po prostu stało" - naprawdę nie ma lepszego tłumaczenia? Myślałam, że zacznie nawijać, że Ryan ją upił lub coś w tym stylu, tymczasem ta wydukała tylko kilka banalnych słów, które notabene pogorszyły sytuację. Jeszcze ten policzek... Za co to było? Za to, że Joyce powiedziała prawdę? To już naprawdę było bezczelne. Teraz Joy nie dość, że straciła chłopaka, to jeszcze przyjaciółkę. Mam nadzieję, że Rose pożałuje tego, co zrobiła, bo żadne "przepraszam" nie załatwi sprawy. Prawdę powiedziawszy nie sądzę, by Joyce kiedykolwiek jej wybaczyła - i słusznie.
      Jak zwykle czytało się bardzo szybko i przyjemnie. Już nie mogę się doczekać, co będzie dalej, dlatego trzymam kciuki za Twoją wenę <333

      Usuń
  6. O w mordę! No, to niezła przyjaciółeczka z tej Rosalie. Zrobić takie świństwo... :/ Nie dziwię się Joy, że nie chce jej znać. Szkoda mi jej, nie dość, że ma chłopaka dupka, to jeszcze straciła przyjaciółkę. Dwie bliskie osoby tak bardzo ją zraniły... Pewnie teraz będzie jej ciężko komukolwiek zaufać. Ech... nie wierzę,że Ros mogła być do czegoś takiego zdolna, skoro uważała się za przyjaciółkę Joy. Jestem w szoku... Co to za badania, które robił Tyler? Jest na coś chory? A ta tajemnica, o której nie chce powiedzieć... ma związek z badaniami? Może... Mam jednak nadzieję, że wyniki będą dobre. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. OMG, tyle czekałam na taki rozdział. Na taką emocjonalną bombę! :D Najpierw Tyler, ej, Ty mi się tutaj czasami nie baw w śmiertelne choroby i umieranie, bo ja jestem bardzo wrażliwa i ja będę wyć i wyć, a potem oskarżać Cię o moje stany depresyjne! Ani mi się waż.:D Na razie ostrzegam, potem będą groźby.
    Teraz Joy i Rose - wtf. Nie no, tak. Hm, wiadomo nie od dzisiaj, że faceci, którzy zaliczają wszystko, co się rusza i na drzewo nie ucieka, to dupki. Dupki kasztaniane, ale tutaj Ryan pobił już samego siebie. Myślę też, że w tym wszystkim jest duża jego wina. Nie wiem czemu bronię Rose, ale widząc Joy i jej rozpieszczony charakter, to chyba Rose była jej prawdziwą przyjaciółką, która wpadła w sidła chłopczyka z manią przespania się ze wszystkim. Gdyby taką nie była, to by nie przyjechałaby takiego kawału drogi, żeby jej o tym powiedzieć. Mogłaby napisać sms'em albo po jej powrocie palnąć raptownie o tym, jakby nigdy nic. Widać, że R. się tym przejęła. I nie dziwię się, że J. tak zareagowała. Mam nadzieje, że jak opadną pierwsze emocje, to coś z tego potem wyjdzie dobrego. Wytłumaczą sobie, itd.
    Świetny rozdział.
    Czekam niecierpliwie na dalej.
    Pozdrawiam!:D

    OdpowiedzUsuń
  8. Z tej Rosalie to mała suczka jest. Nie spodziewałam się takich "rewelacji", więc brawo za zaskoczenie mnie. Nie wiem, czy ja wybaczyłabym przyjaciółce coś takiego. Carteer wprawdzie nie zasługuje na jakiekolwiek przejmowanie się jego podbojami - ja już dawno kopałbym go w dupę - ale ten brak lojalności ze strony Rose to już gruba przesada. Dobrze, że wywaliła ją za drzwi. Koszmarna dziewucha. Chociaż czuje, że ostatecznie i tak się pogodzą. Co do Lynna, zaskoczyła mnie ta choroba. Czyżby rak? On jest w ogóle bardzo zagadkowy. Najpierw to zachowanie zakrawające o bycie jakimś wampirem, potem wzmianka o narkotykach i odwyku, teraz szpital i wyniki badań. Intrygująca postać. A jej ojciec to poczciwa dusza nadal jest. Od razu zostawił córkę w spokoju, po krótkim "To nic takiego". Stale mnie rozbraja tym przeświadczeniem, że zawsze, wszystko jest po prostu okey <3
    Świetny rozdział! Czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ha! Prawda w oczy kole, co Joy? W końcu ktoś miał odwagę powiedzieć jej, co tak naprawdę o niej myśli i jaka jest, i najwyraźniej ruszyło to naszą małą bogaczkę. I może sobie wmawiać, że nie obchodzi jej zdanie innych, ale wszyscy wiemy, że to nieprawda. Poza tym sama przyznała, że jego opinia była dla niej ważna. Wszystko mogło potoczyć się inaczej, gdyby dziewczyna nie zareagowała na jego wizytę tak jak zareagowała. I normalnie jestem wdzięczna Tylerowi, że wszystko jej wygarnął. Należało jej się. I może to prawda, że chłopak jest jej karą, ale właśnie może ta kara czegoś ją nauczy.
    A więc Tyler jest chory. I to najwyraźniej jest coś poważnego. Muszę przyznać, że zrobiło mi się żal chłopaka - nie dość, że musi żyć z tą świadomością, że coś mu jest, to jeszcze nie ma nikogo, z kim mógłby o tym porozmawiać. To musi być dla niego naprawdę ciężkie. Mam nadzieję, że w końcu znajdzie w sobie siłę, żeby komuś się wyżalić. Szczególnie jeśli wyniki nie okażą się zbyt dobre. Każdy przecież potrzebuje osoby, od której mógłby usłyszeć, że wszystko będzie dobrze, że na pewno sobie poradzi. Chciałabym, żeby chłopak znalazł kogoś takiego.
    Wow. Usłyszeć takie słowa od swojej najlepszej przyjaciółki. Domyślam się, że musiało zaboleć. I wtedy to raczej nie miało znaczenia, że przecież Joy zrozumiała, jaki naprawdę jest ten skurwiel. Pieprzy każdą którą spotka na swojej drodze. Ale dowiedzieć się, że tą każdą była jej przyjaciółka? Auć. Jedyne za co w małym stopniu szanuję Rose to to, że miała odwagę by przelecieć taki kawał i przyznać się do tego prosto w twarz. Cóż, padły bolesne słowa, ale obydwie dziewczyny najwyraźniej są dosyć agresywne.
    Powiem szczerze, że podejrzewałam, że pewnego dnia nasza blondynka zostanie zupełnie sama, bez nikogo. Ale teraz, kiedy to się stało, muszę przyznać, że nawet trochę mi jej szkoda. Tak ociupinkę. Jest jaka jest, ale każdy pragnie w swoim życiu kogoś bliskiego. I dziewczyna w końcu to zrozumiała. Mam nadzieję, że może dzięki temu jej zachowanie nieco się poprawi.
    No cóż, cieszę się, że wena bardziej dopisuje i mam nadzieję, że niedługo będę mogła cieszyć się kolejnym rozdziałem. Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  10. " pomimo, że " http://www.prosteprzecinki.pl/przecinek-przed-pomimo-ze-pomimo-iz
    "czas, po którym przychodził czas" - czas x 2
    Ojej, wprawiłaś mnie w niezwykłe zaskoczenie, końcówka trzymała w niepewności - jak będzie reakcja Joy? Czy wybaczy? Jednak w miarę czytania i zapoznawania się ze słowami dziewczyny, już wiedziałam, że z całą pewnością Rosie nie wyjdzie z domu Joy z przebaczeniem. Świetna reakcja swoją drogą dziewczyny, do Ros nie mam żadnego szacunku - przespać się z chłopakiem, do którego jej przyjaciółka robiła maślane oczy? Spoliczkować dziewczynę? Naprawdę? Gdzie honor? Gdzie podział się rozum Rosie i jej przyjaźń? I jeszcze próbowała robić z siebie ofiarę, no szczyt, szczytów! Widzisz jakie emocje we mnie wywołałaś? A to dobrze, bardzo dobrze, cieszę się, że mogłam przeczytać coś dobrego i działającego na mnie :D Rzadko mogę spotkać, coś co by zagrałoby mi na serduchu, Tobie się udało!

    Pozdrawiam!

    http://dzikie-anioly.blogspot.com/ - zapraszam, jeśli masz chwilę lub dwie :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Joyce rzeczywiście przejęła się słowami Tylera, co mnie bardzo zdziwiło. Ale kto wie - może dzięki temu się ogarnie i zobaczy jaka jest? Dobrze by było, ponieważ w innym wypadku zostanie sama. No bo kto chciałby się szczerze przyjaźnić z kimś, kogo obchodzi tylko czubek własnego nosa? Właśnie.
    Tyler jest pewnie chory na raka, prawda? Albo na jakąś inną poważną chorobę. To przykre, że tak młody człowiek musi samotnie nosić taki ciężar i budzić się z myślą, że to może być jego ostatni dzień. Że niedługo umrze, nie dożyje starości (o ile tak będzie, ale czuje, że tak). Najgorsze jest to, że nikt o tym nie wie. Ciekawe, czy w końcu się komuś zwierzy. Wydaje mi się, że mogłoby mu być wtedy nieco łatwiej.
    Ha! Wiedziałam! Wiedziałam, że za przyjazdem Rosalie stoi Ryan. Jestem tak inteligentna, że aż mnie wymieniłaś pod rozdziałem hihi ^^. Po prostu czułam w kościach, że Rose przespała się z tym dupkiem! Tak to już jest z "przyjaciółkami". Nim się obejrzysz wbiją ci nóż w plecy, a potem wielce przepraszają. I co Joyce po tych cholernych przeprosinach?! Nie dość, że cierpi przez tego gnojka, który traktuje ją jak dmuchaną lalę to jeszcze zawiodła ją najlepsza przyjaciółka. I jak tu potem wierzyć ludziom i nie być nadętą suką? Nie miałabym żalu do Joyce, gdyby teraz każdego traktowała z dystansem, choć nie można wszystkich ludzi wrzucać do jednego worka. Ale wszyscy dobrze wiemy jak to jest, gdy zawodzą najbliżsi.
    Czekam na nowość kochana i życzę weny! <3.

    OdpowiedzUsuń
  12. Dobra, piąty sierpnia to jeszcze nie jest tak źle. Jestem do tyłu tylko dwadzieścia cztery dni. Mam nadzieje, że wykażesz się zrozumieniem dla mojego dramatycznie późnego pojawiania się tutaj, ale sama wiesz jakie życie bywa wciągające. BTW kto to w ogóle wymyślił? Rzeczywistość? Kto ma na to czas? Bzdura jakaś…

    Dobra, koniec tego bełkotu, biorę się za komentowanie. Joy coś tutaj rozmiękcza. Przejmować się zdaniem faceta? ONA? No proszę Cię. Przecież ona zna swoją wartość i nie może się poniżać do takiego stopnia by ubiegać o atencję i adorację nowopoznanego chłopczyka z baru? No coś mi się wydaje, że jakieś wyższe siły wpływają na jej tok myślenia czy cos.

    No cóż, trzeba powiedzieć, że Joy sobie chyba sama wywróżyła przyszłość. Mam przypuszczenie, które miesza się z pewnością niemalże, iż Tyler będzie miał niemały wpływ w emocjonalną drogę bohaterki i to on przeprowadzi ją przez długie i bolesne Katharsis, po którym w końcu Joy wyciągnie swoją głowę z własnej dupy i zobaczy coś poza własnymi potrzebami i pretensjami. Nie może wiecznie się dąsać nad swoimi krzywdami, a raczej ich brakiem - bo powiedzmy sobie szczerze, że lasencja ma jak pączek w maśle.

    JAK MOŻESZ?! JAK MOŻESZ?! HALLO, HALLO! Nie pisałam się na coś takiego. Wiesz, że ja lubię Tylera? Lubię tego bohatera. A Ty co mu robisz? Zawieszasz nad jego głową jakąś niewiadomą, która lata nad nim jak sęp i budzisz we mnie najgorsze przeczucia. Już mam ochotę biec do Biedronki po chusteczki higieniczne, bo Tess + Szpital to nie jest lekkie i przyjemne połączenie. Nie wiem ile jeszcze Tessowatych zwrotów akcji zniosę. Proszę, nie?
    Zaskoczy Cię iż wcale nie jestem zaskoczona tym co zrobiła Rose? Pewnie nie, bo zakładam, że trzy miesiące temu pisałam o swoich przewidywaniach w komentarzu. Nie jestem wcale zdzwiona, że tak długo ruda czekała z wyjawieniem prawdy przyjaciółce, ale reakcja Joy też była niesprawiedliwa. Przyjaciółka musiała wykazać się dużą odwagą by zebrać swoje cztery litery i przyjechać na tą zapomnianą przez Boga i ludzi wyspę by przedstawić przyjaciółce swój punkt widzenia i przekazać wiadomości osobiście zanim dowie się od osób trzecich. A blondynka nie pohamowała swoich emocji i cały gniew wylała na przyjaciółkę wypowiadając słowa, których z pewnością będzie w przyszłości żałować. Widzę, że jeszcze długą drogę musi przebyć zanim stanie się człowiekiem, którego można lubić, ale cóż… możemy na to poczekać.

    I tym właśnie miłym słowem będę kończyć swój komentarz. Oczywiście, czekam na rozwój wydarzeń, ze szczególnym naciskiem na postać Taylera. Jak mu coś zrobisz, to się śmiertelnie obrażę i będę pisać krótkie komcie.

    Pozdrawiam!
    M.K

    http://feedback-ff.blogspot.com/

    http://last-direction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Witaj, kochana! :*
    Zapraszałaś mnie do siebie już... Baaaaaardzo dawno temu, ale wreszcie znalazłam troszkę czasu! Miałam zamiar wziąć się za jakieś opowiadanie z One Direction, ale weszłam najpierw na tego bloga i po prostu się zakochałam! Ta historia jest niesamowita i okropnie wciągająca!

    Przeważnie nie przepadam za głównymi bohaterkami, ale Joyce ma świetny charakter- wredna, pyskata, mała, rozpieszczona dziewczyna, która na każdym kroku pokazuje swoje bogactwo. Jej reakcja na dom ojca mnie strasznie rozbawiła. Troszkę szkoda, że tak naskakuje na Tylera, choć trzeba przyznać, że chłopak również mógł być milszy od samego początku. Gdyby podszedł do niej w barze, położył sok na stole i powiedział: "Twój tata prosił, żebym ci to dał", to wszystko potoczyłoby się lepiej. Byłam lekko zdziwiona, że chłopak pomógł jej, kiedy była pijana, bo obawiałam się, że pośmieje się z niej i na tym się skończy. Ale jednak zrobił to, więc Joy mogłaby okazać mu trochę wdzięczności... No ale od nienawiści do miłości jeden krok, więc ta relacja zapowiada się po prostu wspaniale i interesująco, tym bardziej że Tyler sam najwyraźniej ma problemy z samym sobą i strasznym nałogiem.

    Kurczę, sytuacja z Rose jest skomplikowana... Wcale jej się nie dziwię, że bała się reakcji przyjaciółki, w końcu wiedziała, że jest ona nieszczęśliwie zakochana w tym nieszczęsnym Ryanie. Co się stało, to się stało, nikt nie cofnie czasu. Ciężko jest mi się postawić w sytuacji Joyce i nie wiem, jak ja bym zareagowała. Jest to w pewien sposób zdrada, ale trzeba wziąć pod uwagę, że rudowłosa zachowała się jak prawdziwa przyjaciółka i nie dość, że nie chciała tego zataić, tylko chciała jej o tym powiedzieć, to jeszcze specjalnie wsiadła po to w samolot! Widać, że okropnie żałuje tego, co zrobiła, no ale jednak zrobiła! Matko... Może mam za dobre serce, żeby tak po prostu naskoczyć na nią i zrównać ją z błotem, ale nie umiem tak... Jest mi jej żal, ale jest mi żal również Joy!

    Przepraszam, że ten komentarz jest troszkę nieogarnięty, ale pisałam wszystko, co przychodziło mi na myśl, chyba nawet boję się to sprawdzić :D Bardzo podoba mi się cały blog, zaczynając od pięknego szablonu, kończąc na świetnie wykreowanych bohaterach i niesamowitym stylem pisania. Z wielką chęcią zaraz dodam się do obserwatorów i będę wyczekiwać następnego rozdziału!
    Całuski! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eja, czekamy na następny rozdział! :D

      Usuń
    2. Będzie niedługo, obiecuję. :D

      Usuń
  14. Witaj! Niektórzy z Twoich czytelników chcieliby dowiedzieć się o Tobie czegoś więcej. W związku z tym, byłabym wdzięczna za odpowiedzenie na kilka pytań. To wyróżnienie, które spotyka tylko najlepszych autorów! Przeprowadzony z Tobą wywiad zamieszczony będzie na http://interviews-with-bloggers.blogspot.com/, dzięki czemu Twoi fani będą mogli lepiej Cię poznać. Gdybyś zdecydowała się na udzielenie wywiadu, proszę, skontaktuj się ze mną poprzez komunikator gadu-gadu {51535542} lub na maila: mrscurious2014@gmail.com
    Serdecznie pozdrawiam i czekam na odpowiedź!

    OdpowiedzUsuń
  15. Gubisz się w gąszczu blogów? Chciałabyś polecić swój blog, zyskać nowych czytelników lub znaleźć coś interesującego do czytania? Nie krępuj się, dołącz do naszej społeczności! Blogowa Utopia jest stworzona dla Ciebie!
    Pozdrawiam, Jukkuri. (http://blogowa-utopia.blogspot.com/)

    OdpowiedzUsuń
  16. Hej! Nie wiem czy mnie pamiętasz, to ja - @YourLittleBoo1 ;)
    Po pierwsze bardzo przepraszam, że zniknęłam, a później całkowicie przestałam komentować... Niemniej czytałam wciąż (rozdziału dziesiątego jeszcze nie) historię Ronnie i Harry'ego, ale odpuściłam sobie opinie. Lenistwo wakacyjne, później szkoła i tak wyszło. Nie wiem czy wrócę do komentowania tam, za dużo do powiedzenia ;) Tak swoją drogą ostatnio dzielę komentarze nawet na trzy części :') Tutaj jednak postanawiam nadrobić i poczytać. Z tt zwiałam, sad, bad, true, podobnie jak już nie publikuję swoich tworków o 1D (a mam ich całą masę, hyhyhy), ale to tak btw. Jezu, znów nawijam o bzdetach. Może zacznę czytać od początku? Tak, pod każdym rozdziałem zostawię opinię #jolo!
    A więc zaczynam!
    xx
    Nogitsune z darkness-of-the-soul.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Przybywam z komentarzem! Nareszcie. W sumie to i tak całkiem szybko mi idzie jak na mnie.
    Bardzo zaintrygował mnie Tyler i jego historia. Ma problemy z panowaniem nad gniewem? Ciekawe. Bierze jakieś leki, choruje na coś, zakładam, że jest to choroba o podłożu psychicznym... Naprawdę intrygujący facet. Wydaje się miły, chociaż wiem, że na pewno kryje też ciemniejszą stronę.
    Za to Joyce niesamowicie mnie denerwuje. Jej ciągła pogarda i poczucie wyższości nad innymi jest wkurzające. Dziewczyna zachowuje się tak, jakby była pępkiem świata. Traktuje Tylera jak nic niewartego człowieka, zamiast być mu cholera wdzięczna za pomoc. Rozpieszczona księżniczka.
    Wow, nie spodziewałam się, że Rose zrzuci taką bombę. Chociaż nie rozumiem też zbytnio dlaczego Joyce zareagowała aż tak gwałtownie. Okej, miała prawo być zła, nawet wściekła, ale powinna zastanowić się chwilkę zanim wyrzuciła przyjaciółkę ze swojego życia. Owszem, Rose popełniła błąd, ale widać, że żałuje. Z resztą Ryan i tak potraktował Joy okropnie, więc dlaczego dziewczyna zamiast go skreślić, to tak rozpacza? Róż naprzód, dziewczyno.
    Wiem, że moje słowa o Joyce nie są zbyt miłe, wręcz chamskie, ale nie mogę pozbyć się tej niechęci co do tej bohaterki. Być może niebawem się to zmieni, ale na chwilę obecną, nie przepadam za nią.
    Pozdrawiam ciepło i życzę dużo weny. Czekam na następny!

    Zapraszam do mnie na pierwszy rozdział: http://your-perfect-imperfections-ff.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. Czy zastanawialiście się kiedyś, co może być gorsze od śmierci?

    Dwie dziewczyny - pozornie takie same, chociaż zupełnie inne.
    Natalie to skromna, nieśmiała mieszkanka Nowego Jorku. Pełna kompleksów romantyczka wiedzie monotonne życie, nie zdając sobie sprawy, że przygoda czeka tuż za rogiem.
    Na Danielle został rzucony czar nieśmiertelności. Dwieście lat samotnej tułaczki po świecie zmieniło ją w zepsutą do szpiku kości, podstępną manipulatorkę. By złamać klątwę nie zawaha się przed niczym. Musi tylko odnaleźć swojego sobowtóra...

    Adres: http://the-doppelgangers.blogspot.com/
    Zwiastun: https://www.youtube.com/watch?v=hxiNtgv1QYQ&feature=youtu.be
    Serdecznie zapraszamy na naszego drugiego bloga, Aga & Monia ♥

    OdpowiedzUsuń